27 maja 1966r., Zakazany Las
Bellatrix
spojrzała nieprzytomnym wzrokiem na Narcyzę, która właśnie machała dłonią na
kilka centymetrów przed jej twarzą. Starała się śledzić oczami powolne ruchy
jej palców, ale obraz co chwilę się rozmywał i migotał. Jak przez mgłę widziała
zatroskaną twarz siostry, lecz nie potrafiła się skupić na tyle, by dojrzeć
oblicza pozostałych.
- Bella? Bella, dobrze się czujesz? – Niemal zza światów dobiegło ją stłumione wołanie siostry. – Bella! Powiedz coś! Ile palców widzisz?
Bellatrix usiłowała skupić wzrok, i doszła do wniosku, że gdy zmruży oczy zobaczy jeden obraz zamiast siedmiu.
- Trzyyyy…? – spytała niepewnie, bo przed oczami widziała szesnaście wyciągniętych palców Narcyzy. – Niee… Czekaj… Cztery?
Siostra spojrzała na nią zatroskana, a potem odwróciła głowę.
- Tom, chyba powinniśmy ją zaprowadzić do Skrzydła Szpitalnego.
- Faktycznie nie wygląda zbyt dobrze…
Na dźwięk imienia chłopaka Bellatrix ocknęła się gwałtownie.
- Nic mi nie jest! – rzekła dziarsko, usiłując jednocześnie gwałtownie wstać z ziemi. – Cyziu, błagam, przestań siać panikę. – Usiłowała spojrzeć na siostrę karcąco, lecz po chwili zachwiała się niebezpiecznie.
Narcyza i Tom wymienili spojrzenia.
- Odprowadzę ją – rzekł chłopak, a pod dziewczyną znów ugięły się nogi; tym razem nie z powodu zawrotów głowy. Młodsza panna Black zinterpretowała to jednak inaczej, i ułożyła siostrę na niewidzialnych noszach.
- Iść z tobą? – zapytała chłopaka, z niepokojem patrząc na znów nieprzytomną dziewczynę.
- Lepiej nie. Spróbuj przez ten czas posprzątać ten… bałagan – powiedział, omiatając wzrokiem przerażone twarze zgromadzonych. – Mam nadzieję, że wiesz, co mam na myśli?
Narcyza zaczerwieniła się lekko.
- Naturalnie.
Jego twarz wykrzywił grymas który miał być chyba uśmiechem, a potem zniknął w mroku wraz z lewitującą Bellą.
- Bella? Bella, dobrze się czujesz? – Niemal zza światów dobiegło ją stłumione wołanie siostry. – Bella! Powiedz coś! Ile palców widzisz?
Bellatrix usiłowała skupić wzrok, i doszła do wniosku, że gdy zmruży oczy zobaczy jeden obraz zamiast siedmiu.
- Trzyyyy…? – spytała niepewnie, bo przed oczami widziała szesnaście wyciągniętych palców Narcyzy. – Niee… Czekaj… Cztery?
Siostra spojrzała na nią zatroskana, a potem odwróciła głowę.
- Tom, chyba powinniśmy ją zaprowadzić do Skrzydła Szpitalnego.
- Faktycznie nie wygląda zbyt dobrze…
Na dźwięk imienia chłopaka Bellatrix ocknęła się gwałtownie.
- Nic mi nie jest! – rzekła dziarsko, usiłując jednocześnie gwałtownie wstać z ziemi. – Cyziu, błagam, przestań siać panikę. – Usiłowała spojrzeć na siostrę karcąco, lecz po chwili zachwiała się niebezpiecznie.
Narcyza i Tom wymienili spojrzenia.
- Odprowadzę ją – rzekł chłopak, a pod dziewczyną znów ugięły się nogi; tym razem nie z powodu zawrotów głowy. Młodsza panna Black zinterpretowała to jednak inaczej, i ułożyła siostrę na niewidzialnych noszach.
- Iść z tobą? – zapytała chłopaka, z niepokojem patrząc na znów nieprzytomną dziewczynę.
- Lepiej nie. Spróbuj przez ten czas posprzątać ten… bałagan – powiedział, omiatając wzrokiem przerażone twarze zgromadzonych. – Mam nadzieję, że wiesz, co mam na myśli?
Narcyza zaczerwieniła się lekko.
- Naturalnie.
Jego twarz wykrzywił grymas który miał być chyba uśmiechem, a potem zniknął w mroku wraz z lewitującą Bellą.
***
maj 1966r., Skrzydło
Szpitalne
Następne dni
były dla niej koszmarem. Podświadomość nasuwała jej coraz potworniejsze wizje,
których nie potrafiła odróżnić od rzeczywistości. Gdy na chwilę odzyskiwała
przytomność , usiłowała skupić wzrok na
suficie, lecz nigdy jej to nie wychodziło. Po chwili wytężonych prób znów
osuwała się w przyjemną, błogą ciemność. Sny (a może to była jawa?), napawały
ją lękiem. Widziała sceny z własnego życia, widziała samą siebie oczami kogoś
innego. Widziała siebie z Tomem, jak chciał z nią porozmawiać. Widziała, jak
nalewał do jej szklanki jakiegoś eliksiru, i widziała, że w tej wizji jej
drugie ja patrzy w inną stronę.
- Bello – spytał po chwili miękkim głosem, podając jej szklankę. – Napijesz się ze mną herbaty?
W swojej wizji uśmiechnęła się lekko i skinęła głową, a po chwili wzięła w ręce parującą filiżankę.
- Chciałbym z tobą… porozmawiać – powiedział z czarującym uśmiechem, patrząc jej głęboko w oczy. Upił łyka. – Nie masz, mam nadzieję, nic przeciwko?
Uśmiechnęła się delikatnie, a Bella zdziwiła się, że w tej wizji umie się tak pięknie uśmiechać. Delikatnie, ale zachęcająco. Czyżby nawet trochę… kokieteryjnie?
Zaśmiała się perliście, i w tym samym momencie pomyślała, że chciałaby się tak śmiać, przynajmniej… przy nim.
- Absolutnie. – Jej oczy śmiały się do niego.
Tom był równie czarujący.
- A więc, Bello – zaczął, wbijając wzrok w jej filiżankę – może cukru?
- Poproszę – powiedziała; wesołe ogniki w jej oczach zalśniły niebezpiecznie. – Dwie łyżeczki.
Chłopak wsypał jej usłużnie.
- Moglibyśmy teraz przejść do poważniejszych kwestii?
Znów obdarzył ją uśmiechem. Odwdzięczyła mu się tym samym.
Patrząca na to wszystko Belatrix wzdrygnęła się z odrazą. Jak można być tak sztucznym? Ale nie przestawała obserwować, jak Tom zbliżył się do jej odbicia niebezpiecznie blisko.
- Bello – wyszeptał dziwnie obcym głosem – muszę ci coś wyznać…
- Nie teraz – mruknęła, a potem zbliżyła się do niego na tyle, że ich usta muskały się delikatnie. – Mamy ważniejsze sprawy do… omówienia.
Uśmiechnęła się. On też się uśmiechnął.
Pocałował ją pierwszy.
- Bello – spytał po chwili miękkim głosem, podając jej szklankę. – Napijesz się ze mną herbaty?
W swojej wizji uśmiechnęła się lekko i skinęła głową, a po chwili wzięła w ręce parującą filiżankę.
- Chciałbym z tobą… porozmawiać – powiedział z czarującym uśmiechem, patrząc jej głęboko w oczy. Upił łyka. – Nie masz, mam nadzieję, nic przeciwko?
Uśmiechnęła się delikatnie, a Bella zdziwiła się, że w tej wizji umie się tak pięknie uśmiechać. Delikatnie, ale zachęcająco. Czyżby nawet trochę… kokieteryjnie?
Zaśmiała się perliście, i w tym samym momencie pomyślała, że chciałaby się tak śmiać, przynajmniej… przy nim.
- Absolutnie. – Jej oczy śmiały się do niego.
Tom był równie czarujący.
- A więc, Bello – zaczął, wbijając wzrok w jej filiżankę – może cukru?
- Poproszę – powiedziała; wesołe ogniki w jej oczach zalśniły niebezpiecznie. – Dwie łyżeczki.
Chłopak wsypał jej usłużnie.
- Moglibyśmy teraz przejść do poważniejszych kwestii?
Znów obdarzył ją uśmiechem. Odwdzięczyła mu się tym samym.
Patrząca na to wszystko Belatrix wzdrygnęła się z odrazą. Jak można być tak sztucznym? Ale nie przestawała obserwować, jak Tom zbliżył się do jej odbicia niebezpiecznie blisko.
- Bello – wyszeptał dziwnie obcym głosem – muszę ci coś wyznać…
- Nie teraz – mruknęła, a potem zbliżyła się do niego na tyle, że ich usta muskały się delikatnie. – Mamy ważniejsze sprawy do… omówienia.
Uśmiechnęła się. On też się uśmiechnął.
Pocałował ją pierwszy.
Świat
zawirował.
Jeszcze zanim
otworzyła oczy, wiedziała na pewno, że zniknęły jego ciepłe usta. I nie tylko
one. Zniknęła ciepła filiżanka herbaty, i równie ciepłe, acz jak na jej gust
trochę zbyt słodkie wnętrze pokoju. Właściwie… gdzie oni byli? Nie potrafiła
skojarzyć tego miejsca.
Zadrżała, więc delikatnie otworzyła powieki.
Nie wiedziała gdzie jest, ani co tam robi. Nie zauważała tego, że leży na ziemi, ani nawet tego, że nad nią wisi dementor. Nie zauważyła nawet, że dziewczyna wyglądająca tak samo jak ona i nosząca takie samo imię i nazwisko stoi nad nią i patrzy przerażonym wzrokiem. Nie zauważyła nawet tego, że ciągnie ją za rękę i krzyczy, że ta ma uciekać. Nic nie zauważyła, nawet tego, że chyba wrosła w ziemię. Patrzyła tylko na postać, która chyba była Tomem Riddlem, ale nie mogła go z tej odległości rozpoznać.
Dementor odpłynął kawałek pozbawiwszy jej resztki szczęścia.
Zadrżała, więc delikatnie otworzyła powieki.
Nie wiedziała gdzie jest, ani co tam robi. Nie zauważała tego, że leży na ziemi, ani nawet tego, że nad nią wisi dementor. Nie zauważyła nawet, że dziewczyna wyglądająca tak samo jak ona i nosząca takie samo imię i nazwisko stoi nad nią i patrzy przerażonym wzrokiem. Nie zauważyła nawet tego, że ciągnie ją za rękę i krzyczy, że ta ma uciekać. Nic nie zauważyła, nawet tego, że chyba wrosła w ziemię. Patrzyła tylko na postać, która chyba była Tomem Riddlem, ale nie mogła go z tej odległości rozpoznać.
Dementor odpłynął kawałek pozbawiwszy jej resztki szczęścia.
Sceneria znów
się zmieniła.
Tym razem byli
tylko we dwoje.
Avery wpatrywał się w punkt za nią, ale ona nie miała odwagi się odwrócić. Podeszła do niego bliżej.
- Cas? Co się stało, Cas, co się dzieje? - spytała, kładąc mu rękę na ramieniu.
Spojrzał jakby przez nią, a potem odwrócił głowę.
Upadł na kolana.
Avery wpatrywał się w punkt za nią, ale ona nie miała odwagi się odwrócić. Podeszła do niego bliżej.
- Cas? Co się stało, Cas, co się dzieje? - spytała, kładąc mu rękę na ramieniu.
Spojrzał jakby przez nią, a potem odwrócił głowę.
Upadł na kolana.
Pomyślała, że dzieje się z nim
coś bardzo dziwnego. Jakby przypomniał sobie jakąś scenę z przeszłości,
przypomniał sobie coś, czego nie powinien był pamiętać.
Stali na szczycie skały,
zafascynowani patrzeniem na szalejące morze.
- Bello – szepnął miękko, otulając ją kocem. – Pamiętasz, co mi kiedyś obiecałaś?
Odwróciła od niego głowę.
- Spójrz na mnie. – Nie zareagowała. – Spójrz na mnie, proszę.
Złapał ją za podbródek, i obrócił delikatnie.
- Bello – zaczął znowu, tym razem patrząc jej w oczy. - Bello, obiecaj mi…
Dziwne, że nie dostrzegł, jak zaszkliły się delikatnie.
Przeniosła wzrok na morze.
- Oboje wiemy, że ci tego nie obiecam, Cas. – Dyskretnie otarła oczy, a potem spojrzała znów na niego. – Oboje to wiemy.
Zdziwiła się, gdy dostrzegła w jego wzroku coś nieznajomego. Ból.
Przez dłuższą chwilę nie odpowiadał.
Oboje patrzyli na szalejące morze, starając się ukryć, ile cierpienia przynosi im obojgu tamta sytuacja. W końcu Avery przerwał panującą między nimi ciszę.
- Pamiętasz? – szepnął z wzrokiem utkwionym gdzieś daleko.
Nie musiała odpowiadać.
- Bello – szepnął miękko, otulając ją kocem. – Pamiętasz, co mi kiedyś obiecałaś?
Odwróciła od niego głowę.
- Spójrz na mnie. – Nie zareagowała. – Spójrz na mnie, proszę.
Złapał ją za podbródek, i obrócił delikatnie.
- Bello – zaczął znowu, tym razem patrząc jej w oczy. - Bello, obiecaj mi…
Dziwne, że nie dostrzegł, jak zaszkliły się delikatnie.
Przeniosła wzrok na morze.
- Oboje wiemy, że ci tego nie obiecam, Cas. – Dyskretnie otarła oczy, a potem spojrzała znów na niego. – Oboje to wiemy.
Zdziwiła się, gdy dostrzegła w jego wzroku coś nieznajomego. Ból.
Przez dłuższą chwilę nie odpowiadał.
Oboje patrzyli na szalejące morze, starając się ukryć, ile cierpienia przynosi im obojgu tamta sytuacja. W końcu Avery przerwał panującą między nimi ciszę.
- Pamiętasz? – szepnął z wzrokiem utkwionym gdzieś daleko.
Nie musiała odpowiadać.
Hej, podałaś mi swój adres na naszym fanpage'u Jaram się Hogwartem jak Bellatriks Voldemortem.
OdpowiedzUsuńWidzę, że zmieniłaś trochę fabułę, bo Bellatriks i Rudolf zostają wyswobodzeni z niewoli dementorów już w czwartej części, podczas odrodzenia Voldemorta.
W pierwszym rozdziale wyłapałam jeden maleńki błąd. Peter pisze się przez jedno "t". Dlaczego piszesz także imię Belli z "x" na końcu? To angielska wersja, a my żyjemy w Polsce :)
Widzę, że Narcyza potrafi wyczarować patronusa. Wiesz, zastanawiałam się od zawsze, czy w fabule HP potrafiła. Wydawało mi się, że tak, bo nigdy tak naprawdę nie była zła. Ale pewnie trzymała to w tajemnicy, jak Snape.
Powiem szczerze, że nie do końca rozumiem ramy czasowe, które tutaj opisujesz. Bo w jednym rozdziale widzę... widzę aż trzy. Odrodzenie Voldka, przez piątą część i szóstą, spotkanie u Snape'a.
Drugi rozdział już mi się podoba xD Dużo opisów i przemyśleń, lubię to. Było do przewidzenia, że patronusem Bellatriks będzie wąż. Co prawda, miałam nadzieję, że będzie to coś głębszego, symbolicznego, jakieś zwierzę, które potem ukaże inne oblicze Belli.
No, w końcu Voldek <3 Nie podoba mi się trochę jego styl wypowiedzi, Voldemort mówił bardziej... mistycznie, choć bez przesady. No i bardzo tajemniczo.
Bella znęcająca się nad Rudolfem... Nie wiem, co o tym myśleć, ale trochę mnie to brzydzi.
NIE. Stało się. A już miałam nadzieję, że chociaż Ty będziesz poprawnie odmieniała to słowo. Mężczyzna - śmierciożerca. Kobieta - również śmierciożerca. Nie ma tam żadnej końcówki "-czyni"!
Nadal nie mogę dojść do tego, po co Belli ten patronus. Miejmy nadzieję, że z czasem się dowiem.
No, przeczytałam prolog i dwa pierwsze rozdziały. Resztę dokończę później, lecz na tyle, co przeczytałam, mogę już sobie wyrobić opinię o Twoim stylu. Widzę, że masz duży potencjał, którego nie można zmarnować, ale aby coś z tego było, musisz dużo pisać. Będę czytała regularnie, już dodałam Twoje opowiadanie do linków. Mogłabyś mnie informować? Podaję adres jednego ze swoich blogów:
www.siostrzenica-czarnego-pana.blog.onet.pl
informacje możesz zostawiać pod najnowszym postem xD
Frozenka
1) no trochę zmieniłam, nie ukryłam, ale myślę że nie jest to na tyle rażące coby komuś przeszkadzać, a mi wyjątkowo ułatwiło robotę ;)
Usuń2) nie zauważyłam tego błędu, przepraszam :)
3) czytałam HP w wersji oryginalnej, więc przyzwyczajona jestem do "iksa" i obawiam się, że ciężko byłoby mi się przestawić, a chcę uniknąć sytuacji, w której piszę jej imię raz tak a raz inaczej.
4)co do ram czasowych - ujednoliciłam, coby się nie poplątało.
5)staram się odtworzyć styl mówienia Voldzia najlepiej jak potrafię, więc nic nie poradzę na to, że mi nie wychodzi :x
6)ona nie tyle się nad nim znęcała, ile była zła że prawie przyłapał ją na czymś zakazanym. działała pod wpływem chwili, i dlatego była taka... TAKA :d
7) no cóż, przyznaję, moja wina. poprawię :)
8) dowiesz, naturalnie.
9)dziękuję, i tak samo jestem wdzięczna za szczerą opinię i krytykę :)
10) będę, będę!
no, po dodaniu ram czasowych trochę się to wszystko wyjaśniło :D
OdpowiedzUsuńdzisiaj szósty, tak? *_*
co do komentarza powyżej - kurcze, mnie się właśnie STRASZNIE podobają wypowiedzi Voldemorta, idealnie mogę je odtworzyć w głowie.
tylko dłużej poproszę, dużo dłużej :D
// hermiones-diary
masz dłuższą, o!
Usuń