Caspar Avery zawahał się stojąc przed ogromnymi drzwiami do kamiennego domu. Przypominał mu trochę zamek; był tak samo ciemny, zimny i niedostępny. Zaśmiał się w duchu. Tak, tylko ona mogła chcieć tu mieszkać.
Zapukał, i od razu usłyszał wolno zbliżające się do drzwi kroki.
- Słucham? – spytała skrzatka domowa Nersi ubrana w śnieżnobiały obrus. Zmierzyła go wzrokiem. – Do kogo pan przyszedł?
- Do Bellatrix Lestrange – powiedział stanowczym głosem.
- Pani Lestrange nie przyjmuje żadnych gości – mruknęła skrzatka usiłując mu zamknąć drzwi przed nosem. – Powiedziałam przecież, że nie przyjmuje!
- Mnie chyba jednak przyjmie – warknął Avery wyważając drzwi zaklęciem. Spojrzał na Nersi władczo, a potem dodał tym samym tonem: - Prowadź!
Chcąc nie chcąc skrzatka usłuchała.
- Pan raczy poczekać – powiedziała wściekła jak osa, zatrzymując się przed zamkniętymi drzwiami. – Muszę powiadomić panią Lestrange, że ma gościa.
Zapukała cichutko, a potem weszła do pokoju ze spuszczoną głową.
- P-pani Lestrange? K-ktoś do p-pani.
- Przecież miałaś nikogo nie wpuszczać! – zawarczała Bellatrix, nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem.
- P-pan s-sam się w-wpuścił, pani – wyjąkała skrzatka, a potem spuściła głowę jeszcze bardziej. – Nersi pójdzie się ukarać.
Bellatrix nie zareagowała.
- Och, Bello, myślę, że nie ma potrzeby karać tej skrzatki – powiedział Avery wkraczając do pokoju. – Oboje wiemy, że w starciu ze mną nie miała żadnych szans.
- Czego chcesz, Avery? – wysyczała Bellatrix, momentalnie wstając z miejsca. Zbliżyła się do niego na tyle, że jej różdżka dotykała jego gardła. – Nie powinieneś był tu przychodzić.
- Jak widać - przyszedłem. Może odeślemy tę… - wskazał na Nersi głową – skrzatkę i twojego mężulka, a potem spokojnie porozmawiamy?
Bellatrix zmierzyła go groźnym wzrokiem.
- Rudolf, Nersi, idźcie stąd – powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu, a potem dodała zwracając się do skrzatki domowej: - Nie musisz się karać.
Nersi pewnie nie skończyłaby dziękować, gdyby nie wyraźnie zirytowany głos jej pani.
- No na co czekacie? Idźcie! – syknęła, a potem zamknęła drzwi zaklęciem. Opuściła różdżkę.
- Och, Cas – mruknęła, wpadając mu w ramiona. – Tak się cieszę, że cię widzę.
Przytulił ją.
- Wiem, Bello, wiem – powiedział, a potem odsunął ją od siebie i momentalnie spoważniał. – Słyszałaś?
Pokiwała głową.
- Bello, Czarny Pan już zdecydował, co trzeba zrobić. Trzeba… Chyba... Powiemy, że to Parkinson.
Bellatrix uniosła brwi w zdumieniu.
- Dlaczego wypadło akurat na niego?
Ostre zęby Caspara błysnęły w uśmiechu.
- Myślę, że Czarny Pan za bardzo nas ceni, żeby nas wydać. Zresztą… - dodał po chwili, wyczarowując butelkę czerwonego wina i dwa kieliszki – kogo to obchodzi?
- Mnie nie – powiedziała, uśmiechając się groźnie. - Pamiętasz… pamiętasz wtedy, z tym pająkiem? – dodała jeszcze, niemal krztusząc się ze śmiechu.
Caspar spojrzał na nią rozbawiony.
- Pamiętam. I pamiętam jeszcze przerażoną twarz takiej jednej…
Różdżka Belli znalazła się z powrotem przy jego gardle.
- Nigdy. Mi. O. Tym. Nie. Przypominaj! – wysyczała stanowczo, patrząc mu groźnie w oczy. – Rozumiesz?
Nadal rozbawiony pokiwał głową.
- Wiesz, mimo wszystko… chyba powinnaś mu podziękować. – Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Bellatrix prychnęła.
- Dziękować? Jemu? Nie mam za co – powiedziała, a potem dodała absolutnie pewnym głosem: - I tak bym była tym, kim jestem.
Avery spojrzał na nią z uśmiechem.
- Taka jesteś pewna? A kto…
- Skończ, Av – przerwała mu, a potem nalała napój do kieliszków. – Za Czarnego Pana! – powiedziała, podnosząc swe wino.
- Za Czarnego Pana.
Zapukał, i od razu usłyszał wolno zbliżające się do drzwi kroki.
- Słucham? – spytała skrzatka domowa Nersi ubrana w śnieżnobiały obrus. Zmierzyła go wzrokiem. – Do kogo pan przyszedł?
- Do Bellatrix Lestrange – powiedział stanowczym głosem.
- Pani Lestrange nie przyjmuje żadnych gości – mruknęła skrzatka usiłując mu zamknąć drzwi przed nosem. – Powiedziałam przecież, że nie przyjmuje!
- Mnie chyba jednak przyjmie – warknął Avery wyważając drzwi zaklęciem. Spojrzał na Nersi władczo, a potem dodał tym samym tonem: - Prowadź!
Chcąc nie chcąc skrzatka usłuchała.
- Pan raczy poczekać – powiedziała wściekła jak osa, zatrzymując się przed zamkniętymi drzwiami. – Muszę powiadomić panią Lestrange, że ma gościa.
Zapukała cichutko, a potem weszła do pokoju ze spuszczoną głową.
- P-pani Lestrange? K-ktoś do p-pani.
- Przecież miałaś nikogo nie wpuszczać! – zawarczała Bellatrix, nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem.
- P-pan s-sam się w-wpuścił, pani – wyjąkała skrzatka, a potem spuściła głowę jeszcze bardziej. – Nersi pójdzie się ukarać.
Bellatrix nie zareagowała.
- Och, Bello, myślę, że nie ma potrzeby karać tej skrzatki – powiedział Avery wkraczając do pokoju. – Oboje wiemy, że w starciu ze mną nie miała żadnych szans.
- Czego chcesz, Avery? – wysyczała Bellatrix, momentalnie wstając z miejsca. Zbliżyła się do niego na tyle, że jej różdżka dotykała jego gardła. – Nie powinieneś był tu przychodzić.
- Jak widać - przyszedłem. Może odeślemy tę… - wskazał na Nersi głową – skrzatkę i twojego mężulka, a potem spokojnie porozmawiamy?
Bellatrix zmierzyła go groźnym wzrokiem.
- Rudolf, Nersi, idźcie stąd – powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu, a potem dodała zwracając się do skrzatki domowej: - Nie musisz się karać.
Nersi pewnie nie skończyłaby dziękować, gdyby nie wyraźnie zirytowany głos jej pani.
- No na co czekacie? Idźcie! – syknęła, a potem zamknęła drzwi zaklęciem. Opuściła różdżkę.
- Och, Cas – mruknęła, wpadając mu w ramiona. – Tak się cieszę, że cię widzę.
Przytulił ją.
- Wiem, Bello, wiem – powiedział, a potem odsunął ją od siebie i momentalnie spoważniał. – Słyszałaś?
Pokiwała głową.
- Bello, Czarny Pan już zdecydował, co trzeba zrobić. Trzeba… Chyba... Powiemy, że to Parkinson.
Bellatrix uniosła brwi w zdumieniu.
- Dlaczego wypadło akurat na niego?
Ostre zęby Caspara błysnęły w uśmiechu.
- Myślę, że Czarny Pan za bardzo nas ceni, żeby nas wydać. Zresztą… - dodał po chwili, wyczarowując butelkę czerwonego wina i dwa kieliszki – kogo to obchodzi?
- Mnie nie – powiedziała, uśmiechając się groźnie. - Pamiętasz… pamiętasz wtedy, z tym pająkiem? – dodała jeszcze, niemal krztusząc się ze śmiechu.
Caspar spojrzał na nią rozbawiony.
- Pamiętam. I pamiętam jeszcze przerażoną twarz takiej jednej…
Różdżka Belli znalazła się z powrotem przy jego gardle.
- Nigdy. Mi. O. Tym. Nie. Przypominaj! – wysyczała stanowczo, patrząc mu groźnie w oczy. – Rozumiesz?
Nadal rozbawiony pokiwał głową.
- Wiesz, mimo wszystko… chyba powinnaś mu podziękować. – Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Bellatrix prychnęła.
- Dziękować? Jemu? Nie mam za co – powiedziała, a potem dodała absolutnie pewnym głosem: - I tak bym była tym, kim jestem.
Avery spojrzał na nią z uśmiechem.
- Taka jesteś pewna? A kto…
- Skończ, Av – przerwała mu, a potem nalała napój do kieliszków. – Za Czarnego Pana! – powiedziała, podnosząc swe wino.
- Za Czarnego Pana.
***
- Cyziu! Cyziu, musimy porozmawiać.
- Wiedziałam , że tu przyjdziesz, Bello. Siadaj. Chcesz trochę wina?
Bellatrix wzruszyła ramionami.
- Piłam już z Casparem, ale jeszcze kieliszek nie zaszkodzi – mruknęła, a potem usiadła na fotelu. – Lucjusz jest w domu?
- Nie, pojechał coś kupić u Borgina i Burkesa – powiedziała Narcyza, podając jej kieliszek. – Możemy spokojnie porozmawiać.
- Świetnie się składa, Cyziu. Słyszałaś? – spytała Bella, mając nadzieję na przekazanie siostrze jej zdaniem dobrej nowiny.
Pani Malfoy westchnęła.
- Słyszałam, Bello, słyszałam. Dobrze się z tym czujesz?
Bellatrix nie zrozumiała.
- Dobrze się czuję z czym? – zapytała, a jej brwi złączyły się niemal w jedną kreskę.
Narcyza westchnęła ponownie.
- Że… że pójdzie do Azkabanu… za ciebie. Za was – dodała, widząc groźną minę Belli. – Za was.
Martwiła się zupełnie niepotrzebnie.
- Och, Cyziu, Cyziu – powiedziała Bella bez śladu skruchy. – Nie ma co się okłamywać. To ja zabiłam tego chłopaka. Ja. Ja i tylko ja, rozumiesz? Gdyby nie to, że Avery chciał wziąć całą chwałę na siebie… Gdyby nie to, że mu to obiecałam, już dawno wszyscy by wiedzieli, kto tak naprawdę go zabił.
- Bello…
- Gdyby tylko nie Caspar – dodała dumnie.
- Bello… Bello, on to chyba zrobił… Dla twojego dobra – powiedziała nieśmiało Narcyza, z niepokojem patrząc na siostrę. – Myślę… myślę, że nie miał złych zamiarów.
Bellatrix prychnęła w odpowiedzi, ale jej myśli biegły zupełnie innym szlakiem.
- Szkoda tylko, że był czystej krwi. Szlamowatym morderstwem mogłabym się bardziej chwalić – mruknęła jakby do siebie, a potem dodała głośniej: – Szkoda, że moim pierwszym trupem nie była szlama.
- Bello! – Narcyza przeraziła się nie na żarty. – Bello, nie wolno ci tak mówić! Przecież to był niewinny człowiek!
- Och, Cyziu, Cyziu – powiedziała Bellatrix, kręcąc smutno głową. – Czasami mam wrażenie, że zupełnie cię nie rozumiem.
Narcyza posłała jej wymuszony uśmiech. Chciała dodać, że zupełnie jej to nie martwi, ale ugryzła się w język. Po dłużej chwili Bellatrix przerwała ciszę.
- Cyziu?
- Słucham?
- Pamiętasz tę… noc, prawda?
Narcyza pokiwała głową.
- Nie potrafiłabym zapomnieć.
- Wiedziałam , że tu przyjdziesz, Bello. Siadaj. Chcesz trochę wina?
Bellatrix wzruszyła ramionami.
- Piłam już z Casparem, ale jeszcze kieliszek nie zaszkodzi – mruknęła, a potem usiadła na fotelu. – Lucjusz jest w domu?
- Nie, pojechał coś kupić u Borgina i Burkesa – powiedziała Narcyza, podając jej kieliszek. – Możemy spokojnie porozmawiać.
- Świetnie się składa, Cyziu. Słyszałaś? – spytała Bella, mając nadzieję na przekazanie siostrze jej zdaniem dobrej nowiny.
Pani Malfoy westchnęła.
- Słyszałam, Bello, słyszałam. Dobrze się z tym czujesz?
Bellatrix nie zrozumiała.
- Dobrze się czuję z czym? – zapytała, a jej brwi złączyły się niemal w jedną kreskę.
Narcyza westchnęła ponownie.
- Że… że pójdzie do Azkabanu… za ciebie. Za was – dodała, widząc groźną minę Belli. – Za was.
Martwiła się zupełnie niepotrzebnie.
- Och, Cyziu, Cyziu – powiedziała Bella bez śladu skruchy. – Nie ma co się okłamywać. To ja zabiłam tego chłopaka. Ja. Ja i tylko ja, rozumiesz? Gdyby nie to, że Avery chciał wziąć całą chwałę na siebie… Gdyby nie to, że mu to obiecałam, już dawno wszyscy by wiedzieli, kto tak naprawdę go zabił.
- Bello…
- Gdyby tylko nie Caspar – dodała dumnie.
- Bello… Bello, on to chyba zrobił… Dla twojego dobra – powiedziała nieśmiało Narcyza, z niepokojem patrząc na siostrę. – Myślę… myślę, że nie miał złych zamiarów.
Bellatrix prychnęła w odpowiedzi, ale jej myśli biegły zupełnie innym szlakiem.
- Szkoda tylko, że był czystej krwi. Szlamowatym morderstwem mogłabym się bardziej chwalić – mruknęła jakby do siebie, a potem dodała głośniej: – Szkoda, że moim pierwszym trupem nie była szlama.
- Bello! – Narcyza przeraziła się nie na żarty. – Bello, nie wolno ci tak mówić! Przecież to był niewinny człowiek!
- Och, Cyziu, Cyziu – powiedziała Bellatrix, kręcąc smutno głową. – Czasami mam wrażenie, że zupełnie cię nie rozumiem.
Narcyza posłała jej wymuszony uśmiech. Chciała dodać, że zupełnie jej to nie martwi, ale ugryzła się w język. Po dłużej chwili Bellatrix przerwała ciszę.
- Cyziu?
- Słucham?
- Pamiętasz tę… noc, prawda?
Narcyza pokiwała głową.
- Nie potrafiłabym zapomnieć.
____
Wiem, że rozdział jest okropny, MI TEŻ SIĘ NIE PODOBA, ale najpierw napisałam piątkę i musiałam jakiś łącznik zrobić xD W nagrodę dostaniecie jutro piątkę, a potem szóstkę w miarę szybko. Nie zrażajcie się :c
Mogą być błędy typu literówki i tak dalej, gdyż piszę za granicą i nie mam tam automatycznego sprawdzania, a wiadomo, że sama nie wszystko zauważę.
świetna notka, najfajniejszy tytuł :-DDD
OdpowiedzUsuńa tak serio - już nie mogę się doczekać piątego rozdziału. wciąga jak cholera. co Ty ze mną robisz! xd i zarażasz mnie Averym ; o boję się Ciebie.
// hermiones-diary
o siebie sie bój, to dopiero początek!
UsuńNie bardzo przemawia do mnie ten ship, ale mam słabość do Riddle'a i będę tu zaglądać częściej. Podoba mi się twój styl pisania i nagłówek.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam [ginger-black]
to się cieszę :)
UsuńHej ;) Niezły pomysł, pierwszy raz wpadłam na takiego bloga, chociaż moim zdaniem za mało opisujesz... Ciągle mowa o "tamtym dniu", dopiero w tym jest coś więcej, ale nie pociągnęłaś tematu tego morderstwa dalej, a szkoda, bo chętnie bym się dowiedziała więcej. Poza tym... dłuższe rozdziały, więcej serca w to i będzie dobrze!! Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń[spokoj-duszy]
I proszę o informowanie ;)
Usuńmam nadzieję, że wszystko już się wyjaśniło :)
Usuń