01. Wieczysta Przysięga


Czarny Pan ukazał w uśmiechu przerażające zęby, spoglądając na krąg swoich Śmierciożerców. Tyle lat minęło… Trzynaście. Trzynaście długich lat! To właśnie na tyle czasu został pozbawiony życia. Och, istniał, naturalnie. Ale czy tę marną egzystencję jako strzęp własnej duszy można było nazwać życiem? Z pewnością nie. Dlaczego go nie szukali? Och, oczywiście, wrócił do niego Glizdogon. Ale on nie zrobił tego z przywiązania do Czarnego Pana, o nie. Zrobił to, bo Bellatrix go związała Wieczystą Przysięgą. Musiał to zrobić w obawie przed śmiercią… Ale czy nie lepiej zginąć niż być kontrolowanym?
Zwrócił się do kręgu i po kolei zdjął maski nowo przybyłym.
- Avery – odezwał się szeptem. – Crabbe, Goyle, Pettigrew, Manacir, Nott… Malfoy. – Zrobił chwilową pauzę. – Wszyscy w pełni wieku, sił i czarodziejskich mocy. Dlaczego mnie nie szukaliście?! Dlaczego wyparliście się mnie, aby żyć na wolności? Dlaczego wyparliście się swojego Pana, któremu poprzysięgliście służyć?!
Peter uklęknął i ucałował przód jego szaty.
- P-panie, my… Chcieliśmy… N-nasza w-wiara nigdy nie została zachwiana…
- Milczeć! – krzyknął Voldemort. – Wstań, Glizdogonie. – Spojrzał z góry na klęczącego u jego stóp Petera. – Powiedziałem: wstań!
Mężczyzna podniósł się niechętnie.
- Już zapomniałeś, Pettigrew, że wiem, kiedy kłamiesz? Zapamiętaj to sobie. Nigdy nie wolno ci okłamywać Lorda Voldemorta. Nigdy! – Voldemort zmrużył oczy, nie słuchając zaprzeczeń Glizdogona. – Crucio!Peter zwinął się z bólu u  stóp mężczyzny, ale jego Pana to nie zaskoczyło. Był przyzwyczajony do torturowania swoich poddanych. Niby jak inaczej miał wymóc na nich wierność? Musieli, po prostu musieli się jego bać. Inaczej żaden z tych tchórzy nie chciałby mu służyć.
Echo rozniosło szaleńczy śmiech Bellatrix.
- Panie! Mój Panie! Wróciłeś! Och, ja tak na to czekałam! Nigdy nie przestałam w ciebie wierzyć. -Dobiegła do niego zza góry i rzuciła się na kolana. Voldemort stracił przez chwilę zainteresowanie torturowaniem Petera, co ten skwapliwie wykorzystał uciekając w bok i niknąc w tłumie innych Śmierciożerców. – Wiedziałam, że kiedyś do nas wrócisz by, och! By oczyścić świat z tych plugawych mugolaków, o taak. – Oczy kobiety zaszkliły się z rozkoszy, gdy wypowiedziała ostatnie zdanie. Jej Pan wrócił. On zawsze wraca.
- Bellatrix – powiedział zupełnie innym tonem, niż do Glizdogona. – Wstań. I Ty, Rudolfie. Chodźcie do Kręgu, moi najwierniejsi Śmierciożercy.
Tym razem, w obliczu tak wielkiej pochwały z oczy jej Pana,  z oczu kobiety poleciały łzy. Wiedziała, że kiedyś ją doceni. Po prostu to wiedziała.
***
- Cyziu, ach, Cyziu! Czyż to nie piękne? Dementorzy się przyłączyli do Czarnego Pana! Ach, Cyziu, w takim wypadku zdobycie Ministerstwa będzie tylko kwestią czasu – powiedziała siedząca w wygodnym, obitym zielonym materiałem fotelu kobieta. Jej oczy świeciły niepokojącym blaskiem jak zawsze, gdy mówiła o Czarnym Panu.
- Tak, Bello, to doprawdy fantastyczne – odpowiedziała ta druga, jednak ze zdecydowanie mniejszym entuzjazmem.
Bellatrix jakby tego nie zauważyła.
- Nasz Pan oczyści świat czarodziejów z tych mugolaków i szlam! Ktoś już dawno powinien się tym zająć, nie uważasz? Tylko czarodzieje czystej krwi są godni poznawania sztuki magii, i tylko oni powinni ją zgłębiać. Czysta krew przede wszystkim, Cyziu, nie uważasz? O taak – dodała kobieta, jeszcze rozkoszując się wypowiedzianymi słowami. – Czysta krew.
Myśli Narcyzy krążyły jednak gdzie indziej.
- Bello? – Pani Malfoy poruszyła się niespokojnie. – Bello, powiedz mi tylko, czy ty potrafisz wyczarować… patronusa?
- Patronusa? – zdziwiła się Bellatrix. – A po cóż ci patronus, Cyziu? Przecież dementorzy są już po naszej stronie, nie pamiętasz?
- Wiem, Bello, wiem. Ale byłabym spokojniejsza…
- Ha! Wiem, co ci chodzi po głowie, Cyziu. Boisz się o Dracona, prawda? – Kobieta zmrużyła oczy. – Służba Czarnemu Panu jest dla niego zaszczytem, Cyziu, zaszczytem.
- Bello – powiedziała Narcyza do odchodzącej już Śmierciożerczyni. – Proszę.
Bellatrix odwróciła się zaskoczona.
- Zobaczę, co da się zrobić – mruknęła.
I znikła.
***
- Severusie.
- Ach, Bellatrix. Nie wiesz, że teleportowanie się do czyjegoś domu jest uważane za… - Snape przerwał na chwilę, po czym dokończył jadowitym tonem – niegrzeczne?
- A więc to coś nazywasz domem, Severusie? Wiedziałam, że tak będzie! Mówiłam Czarnemu Panu, że się stoczyłeś, ale mnie nie słuchał – powiedziała kobieta, a potem zadarła do góry głowę. – Tak czy inaczej. Oczywiście domyślasz się, że nie pojawiłabym się w Twoim domu bez konkretnego celu?
- Oj, Bello, Bello – powiedział Snape z udawaną słodyczą – nie nauczyłaś się jeszcze, że jak chce się kogoś o coś prosić, należy być dla niego miłym?
- Ależ ja jestem dla ciebie bardzo miła, Severusie. Przecież jeszcze nie zrobiłam ci… krzywdy – wysyczała Bellatrix. – A teraz powiedz mi, jak stworzyć patronusa?
- Patronusa? – zaśmiał się szyderczo Snape, a potem dokończył takim samym tonem – podobno prawdziwy Śmierciożerca nie potrafi go wytworzyć. Nie pamiętasz, Bello? Twoje słowa. Twoje.
- Milcz! – krzyknęła Bellatrix i przyłożyła mu różdżkę do gardła. – A teraz słucham, i pytam ostatni raz. Jak ?
- Och, Bello, pytasz niewłaściwą osobę. Tak się składa, że ja nie umiem wytworzyć patronusa.
- Kłamiesz – wysyczała, i zmrużyła oczy. – Liczę do trzech. Raz… trzy.
Snape wyciągnął różdżkę, a odepchnięta zaklęciem Bellatrix uderzyła o półkę z książkami.
- Widzę tak się bawimy? – Ułożyła usta w coś na kształt uśmiechu. – Crucio!
Z łatwością odparował jej zaklęcie, i cisnął w nią czerwonym płomieniem. Bellatrix obroniła się, i posłała w jego stronę kolisty promień białego światła. Snape upadł rażony zaklęciem, a Bellatrix zaśmiała się szyderczo.
- Co, Severusie? Czyżby to był już koniec? – Pochyliła się nad nim, a uśmiech nie spełzał z jej warg. – Powiedz mi, jak to jest być rażonym własnym zaklęciem?  - Machnęła różdżką i rany zniknęły, choć mężczyzna wciąż leżał w kałuży własnej krwi. – Musisz się jeszcze wiele nauczyć, Severusie. Lekcja pierwsza: nigdy nie okłamuj Bellatrix Lestrange.
Snape, wciąż bardzo słaby po utracie krwi, podniósł się i spojrzał jej w oczy.
- Skąd je znasz? – spytał cicho. – Skąd znasz moje zaklęcie?
- Nie ty tu jesteś od zadawania pytań – warknęła Bella. – Spytam raz jeszcze. Jak wytworzyć patronusa? Chyba, że wolisz bawić się inaczej.
- Czarny Pan cię ukarze, jeśli mnie skrzywdzisz, Bello, i oboje o tym wiemy – powiedział Snape. W tym momencie zdobył punkt: nawet ona wiedziała, że nie może mu nic zrobić. Póki co był potrzebny jej panu.
Udawała jednak pewną siebie.
- Och, Severusie, przecież ja wcale nie zamierzam Cię skrzywdzić. Chcę tylko wydobyć z ciebie informacje.
- Czarny Pan będzie zły, że znasz to zaklęcie.
- Czarny Pan nie musi o niczym wiedzieć.
- A jeżeli mi się coś przypadkiem… wymsknie?
- Myślę, że zaradzimy jakoś temu, by się nie… wymsknęło.Snape delikatnie dotknął swojej różdżki, co nie uszło uwadze Bellatrix.
- Chyba znudziła mi się ta zabawa – powiedziała, a w jej oku błysnęła niebezpieczna iskra. – Expelliarmus! – Jego różdżka posłusznie wylądowała na jej kolanach.
Snape zaśmiał się szyderczo. – Zamierzasz wydobyć ze mnie zaklęcie, którego nie znam?
- Oboje wiemy, że znasz, Severusie, a zaraz będziemy je znali oboje. – Ułożyła usta w grymas. – Accio veritaserum! – Spojrzała na niego triumfalnie, gdy mała buteleczka wylądowała na jej dłoni. – Przecież nasz mały mistrz eliksirów nie podarowałby sobie nie posiadania go w domu, nie uważasz?
Po twarzy Severusa przebiegł strach.
- To jak, powiesz mi grzecznie, czy będę zmuszona do użycia tego?
Snape milczał.
- Petrificus totalus! – szepnęła groźnie, a potem wlała mu eliksir do ust. – A teraz, Severusie, powiedz mi, jak można użyć zaklęcia expecto patronum.
Snape odpowiedział jej niechętnie.
- Nie można było tak od razu? – Bellatrix uśmiechnęła się niebezpiecznie. – Byłoby to dla ciebie o wiele… przyjemniejsze.
Snape mruknął coś niezrozumiale.
- A teraz, Severusie, zadbamy o to, by nic ci się przypadkiem nie wymsknęło. Teoretycznie potrzebujemy do tego trzeciej osoby, ale myślę, że sobie poradzimy. – Wycelowała w niego różdżkę. – Imperio!
Niebieskie światło wniknęło w mężczyznę.
- A teraz podaj mi rękę. – Snape posłusznie to uczynił.
Bellatrix mruknęła coś cicho, i różdżka wyrwała się z jej ręki, by następnie dotknąć ich złączonych prawych dłoni.
- Czy Ty, Severusie Snape, przysięgasz nie opowiadać nikomu, co wydarzyło się dzisiejszego dnia w twoim… domu?
Powiedz: przysięgam.
- Przysięgam.
Z różdżki wysunął się cienki języczek, który splótł ich dłonie.
- Czy przysięgasz zaprzeczać, jeśli ktokolwiek spyta cię, czy powiedziałeś mi, jak się wytwarza patronusa?
Powiedz: przysięgam.
- Przysięgam.
Różdżka wystrzeliła kolejny złoty płomień, który na nowo splótł ze sobą ich dłonie.
- I wreszcie, Severusie Snape, czy przysięgasz zawsze pomagać i być wiernym w służbie Bellatrix Lestrange, na ile tylko będziesz mógł?
Powiedz: przysięgam.
- Przysięgam.
Różdżka wystrzeliła ostatni płomień, który oświetlił ich złączone dłonie.
________________
Dziękuję za wszystkie komentarze, kochani, ale błagam nie przestawajcie, bo to mi daje wiarę :)
Powiadamiać? Piszcie, gdzie :)

11 komentarzy:

  1. Co tu dużo mówić? To jest genialne ~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo :)
      w sumie jestem nowa w takie klocki, więc opinie są dla mnie ważne :D


      ...
      Syriusz? ;o

      Usuń
    2. Nowa? Piszesz chyba lepiej ode mnie :D

      Tak, Syriusz XD

      Usuń
  2. kusisz człowieku, kusisz! *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem szczerze zaciekawiona :D absolutnie wciągnęło mnie już na starcie, czekam na ciąg dalszy.

    // hermiones-diary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obiecuję, że dalej będzie jeszcze ciekawiej :D

      Usuń
  4. Wow,super !! Masz talent do pisania ;p napewno będę czytac !! I jak pisali inni powiadamiaj nas o dosaniu nowego rozdziału itp. ! Pozdro :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wpisz się tutaj :)

      --> http://moc-amortencji.blogspot.com/2012/08/o-powiadomieniach.html

      Usuń
  5. Powiadamiaj tak jak teraz to pytanie ! ;p

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.