00. Prolog

Mroczny Znak zapiekł lekko.
Siedząca na kanapie kobieta zerwała się natychmiast z miejsca i spojrzała płomiennym wzrokiem na swojego męża.
- Rudolfie! – krzyknęła; ogniki w jej oczach zalśniły niebezpiecznie. – On wrócił! Czarny Pan naprawdę wrócił!
- Tak, Bello, wrócił. Czarny Pan zawsze wraca, tak nam powiedział. Nie pamiętasz? – odpowiedział mężczyzna bardziej zmęczonym niż szczęśliwym głosem. – Zawsze.
Ale Bellatrix go nie słuchała.
- Czarny Pan… - powiedziała do siebie z koncentracją, jeszcze chyba nie wierząc w to, co mówi. -…wrócił. Naprawdę wrócił! - Zaniosła się szaleńczym śmiechem, a potem spojrzała na swojego męża. Do jej oczu wrócił dawny ogień, a przez ciało przechodziły na nowo strumienie energii, co nie umknęło uwadze mężczyzny. Zresztą trudno mu się dziwić. Od czasu, gdy dementorzy pomogli im uciec z Azkabanu (naturalnie za sowitą opłatą wysokości dziesięciu pełnych szczęścia mugoli) oboje, Bella i on, musieli się ukrywać. A to raczej nie pomagało w odzyskaniu pełni chęci do życia, z których byli brutalnie okradani przez te wszystkie lata.
Znak zapiekł ponownie.
Bellatrix ponownie zaniosła się śmiechem, tym razem patrząc triumfalnie na swojego męża.
-Rudolfie – zarządziła. – Idziemy!
Teleportowali się z cichym trzaskiem.
____________________
                Tak króciutko, ale mam nadzieję że się podoba… i że wytrwam :)

3 komentarze:

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.