Miękki, obity zielonym materiałem fotel stojący na zimnej, kamiennej podłodze; ciężkie, drewniane drzwi pilnujące, by kobiecie nikt nie przeszkadzał, i wreszcie okna ukryte za równie ciężką kotarą. Cisza. Głucha, głęboka cisza przerywana co jakiś czas tylko trzaskaniem kominkowego ognia. Siedząca na jedynym w tym pokoju meblu kobieta miała zamknięte oczy i oddychała głęboko. Miała świadomość , że tym, co za chwilę zrobi sprzeciwi się swojemu Panu, ale czyż to nie było dla… większego dobra?
Bellatrix otworzyła oczy, a potem spokojnym ruchem podniosła swą różdżkę i przyjrzała się jej uważnie. Ponownie zamknęła ciężkie powieki, lecz tym razem wysunęła przed siebie drżącą rękę. Kobieta kazała się jej uspokoić. Przecież ręka Bellatrix Lestrange nigdy nie drżała. Nigdy.
- Expecto patronum – wyszeptała, a z jej różdżki wysunął się strzęp srebrnej mgły.
Zmrużyła oczy, a potem przyjrzała się ciemnemu kawałkowi drewna w swojej dłoni, jakby to była jego wina. Ponownie machnęła różdżką, przypominając sobie najweselszą chwilę życia. Strzęp srebrnej mgły. Nic? To może inne wspomnienie?
- Expecto patronum. – Nadal z różdżki wypływała srebrna wstęga nie przypominająca niczego konkretnego.
A może… a może to wspomnienie? Pokręciła głową. Nie będzie sobie przypominać już tamtego dnia, to jest od dawna zamknięty rozdział. Znów zadarła wysoko głowę.
Tak. Tamten Dzień to jest już przeszłość. Zresztą… Jaką miała pewność, że to się na pewno wydarzyło? Przecież…
- Nie. Nie wracaj do tego – upomniała samą siebie w myślach. – Nie wracaj, głupia.
Ale wspomnienie było silniejsze, i z różdżki wysunął się ogromny, srebrny wąż.
- Expecto patronum – wyszeptała, a z jej różdżki wysunął się strzęp srebrnej mgły.
Zmrużyła oczy, a potem przyjrzała się ciemnemu kawałkowi drewna w swojej dłoni, jakby to była jego wina. Ponownie machnęła różdżką, przypominając sobie najweselszą chwilę życia. Strzęp srebrnej mgły. Nic? To może inne wspomnienie?
- Expecto patronum. – Nadal z różdżki wypływała srebrna wstęga nie przypominająca niczego konkretnego.
A może… a może to wspomnienie? Pokręciła głową. Nie będzie sobie przypominać już tamtego dnia, to jest od dawna zamknięty rozdział. Znów zadarła wysoko głowę.
Tak. Tamten Dzień to jest już przeszłość. Zresztą… Jaką miała pewność, że to się na pewno wydarzyło? Przecież…
- Nie. Nie wracaj do tego – upomniała samą siebie w myślach. – Nie wracaj, głupia.
Ale wspomnienie było silniejsze, i z różdżki wysunął się ogromny, srebrny wąż.
Bellatrix krzyknęła zaskoczona.
***
- Avery – powiedział Czarny Pan stojąc pośrodku Sali pełnej Śmierciożerców – mam dla ciebie misję. Jej cel będziesz znał tylko ty i ci, którym ja sam zdecyduję się powiedzieć. Zrozumiałeś?
- Tak, Panie – mruknął ze spuszczoną głową.
- Pomogą ci… Malfoy. – Lucjusz wystąpił z kręgu i stanął obok Avery’ego. – I jeszcze… Crabbe, Goyle, i… Nie Pettigrew, ty nie – powiedział Voldemort do chętnego mężczyzny. – Przecież nie chcemy zepsuć tej misji, prawda?
Rozległy się ciche śmiechy.
- Dość – powiedział do śmiejących się Czarny Pan, i rozległa się znów cisza. – Avery… myślę, że nikogo więcej nie będziecie potrzebowali.
Przez twarz Bellatrix przemknął wyraz zaskoczenia, ale Voldemort udał, że tego nie zauważył. Machnięciem różdżki otworzył drzwi komnaty i zrozumieli, że mają wyjść. Po chwili przed Czarnym Panem klęczał już tylko Avery, który całował skrawek jego szaty w podziękowaniu za misję.
- Wstań. – Mężczyzna podniósł się niechętnie. – Wiesz już, na czym będzie polegało wasze zadanie? – Śmierciożerca pokręcił głową. – Muszę mieć przepowiednię.
Oczy Avery’ego rozszerzyły się z zaskoczenia.
- Panie… przepowiednię… Harrego Pottera?
Voldemort zmrużył oczy.
- Nie, głupcze. Przepowiednię… Bellatrix Lestrange.
- Tak, Panie – mruknął ze spuszczoną głową.
- Pomogą ci… Malfoy. – Lucjusz wystąpił z kręgu i stanął obok Avery’ego. – I jeszcze… Crabbe, Goyle, i… Nie Pettigrew, ty nie – powiedział Voldemort do chętnego mężczyzny. – Przecież nie chcemy zepsuć tej misji, prawda?
Rozległy się ciche śmiechy.
- Dość – powiedział do śmiejących się Czarny Pan, i rozległa się znów cisza. – Avery… myślę, że nikogo więcej nie będziecie potrzebowali.
Przez twarz Bellatrix przemknął wyraz zaskoczenia, ale Voldemort udał, że tego nie zauważył. Machnięciem różdżki otworzył drzwi komnaty i zrozumieli, że mają wyjść. Po chwili przed Czarnym Panem klęczał już tylko Avery, który całował skrawek jego szaty w podziękowaniu za misję.
- Wstań. – Mężczyzna podniósł się niechętnie. – Wiesz już, na czym będzie polegało wasze zadanie? – Śmierciożerca pokręcił głową. – Muszę mieć przepowiednię.
Oczy Avery’ego rozszerzyły się z zaskoczenia.
- Panie… przepowiednię… Harrego Pottera?
Voldemort zmrużył oczy.
- Nie, głupcze. Przepowiednię… Bellatrix Lestrange.
***
Mężczyzna w czerni stanął pod drzwiami i rozejrzał się na boki. Nic. Pusto. Głucha cisza toczyła się korytarzem; jedynie zza zamkniętych drzwi wydobywały się ciche dźwięki. Śmierciożerca odważył się przyłożyć do nich ucho, jednak nadal nic nie słyszał. Powoli odsunął się, a potem klęknął na zimnej posadzce i zajrzał przez dziurkę od klucza. Niemal poczuł na sobie mrożący krew w żyłach wzrok Bellatrix, a zaraz potem drzwi otworzyły się z głośnym trzaskiem, przewracając go.
- Rudolfie – wysyczała kobieta do leżącego na posadzce mężczyzny. – Podsłuchiwałeś?
Śmierciożerca zbladł.
- N-nie, kochanie, s-skądże znowu – wyjąkał, co jeszcze bardziej rozwścieczyło kobietę.
- Nigdy. Więcej. Nie. Nazywaj. Mnie. Kochaniem! – wyszeptała jadowicie, robiąc stosowną pauzę po każdym słowie. – I nigdy więcej mnie nie okłamuj. – Skinieniem różdżki poderwała go do góry tak, że ich twarze dzieliły centymetry. – Zrozumiałeś?
- Naturalnie… Bello.
Brutalnie upuściła go na podłogę, potem odwróciła się do niego plecami.
- A jeżeli jeszcze raz będziesz podsłuchiwał… - Wykonała różdżką gest podcinania gardła. – Idź już.
- Rudolfie – wysyczała kobieta do leżącego na posadzce mężczyzny. – Podsłuchiwałeś?
Śmierciożerca zbladł.
- N-nie, kochanie, s-skądże znowu – wyjąkał, co jeszcze bardziej rozwścieczyło kobietę.
- Nigdy. Więcej. Nie. Nazywaj. Mnie. Kochaniem! – wyszeptała jadowicie, robiąc stosowną pauzę po każdym słowie. – I nigdy więcej mnie nie okłamuj. – Skinieniem różdżki poderwała go do góry tak, że ich twarze dzieliły centymetry. – Zrozumiałeś?
- Naturalnie… Bello.
Brutalnie upuściła go na podłogę, potem odwróciła się do niego plecami.
- A jeżeli jeszcze raz będziesz podsłuchiwał… - Wykonała różdżką gest podcinania gardła. – Idź już.
Drzwi zamknęły się z głośnym trzaskiem. Bellatrix westchnęła głęboko, próbując jednocześnie uspokoić rozszalałe serce. Wdech, wydech. Wdech. Gdyby on coś podsłuchał… Gdyby powiedział Czarnemu Panu, że ona, Bellatrix Lestrange, jego najwierniejsza Śmierciożerczyni działa przeciw niemu… Ale przecież to jest tylko jedno zaklęcie… Zresztą ona nie działa po to, aby komukolwiek zaszkodzić, a w szczególności jej Panu… Och, oczywiście, że nie… To tylko jedno niewinne zaklęcie… Całkiem niewinne… No, może tylko nie w obecnej sytuacji.
Rozległo się pukanie, na które Bella zareagowała natychmiast metodą „zaklęciem w drzwi”. Nie miała najmniejszej ochoty na rozmowę z mężczyzną, który, jak przypuszczała, stał pod drzwiami. Nienawidziła go, nienawidziła za to, że ją zniewolił. Że musiała z nim żyć, mieszkać, tolerować i najlepiej mieć dzieci tylko dlatego, że jest czystej krwi. Och, oczywiście, czysta krew jest bardzo ważna, ale czy nie mogła sama zdecydować, kto będzie jej mężem? Czy jej rodzina naprawdę nie ufała jej do tego stopnia, by myśleć, że poślubi… szlamę? Albo, co gorsza… mugola? Och, doprawdy, mogliby ją obdarzyć odrobinę większym zaufaniem.
Pukanie rozległo się ponownie, a wraz z nim jedyny głos, który Bellatrix mogła teraz znieść.
- Bello, jesteś tam?
- Już otwieram – mruknęła, a po chwili drzwi odsunęły się, wpuszczając kobietę do środka.
- Bello, tak się cieszę, że cię widzę. Czy…
- Umiem – przerwała jej Bellatrix, po czym zamknęła drzwi z głuchym trzaskiem.
Oczy Narcyzy rozszerzyły się ze zdumienia.
- Jak…?
- Mam swoje sposoby. – Uśmiechnęła się Śmierciożerczyni, a potem dodała, udając obrażony ton: - Doprawdy, Cyziu, trochę wiary w starszą siostrę.
- Oj daj spokój, przecież wiedziałam, że ci się uda. Byłam tego absolutnie pewna, wiesz przecież. A więc…?
- Musisz pomyśleć o czymś szczęśliwym.
- I już?
- Już. Tylko uważaj, to musi być bardzo silne wspomnienie… Zobacz. Expecto patronum – szepnęła, a z jej różdżki wysunął się leniwie srebrny wąż. – Ale nie martw się, jak ci się nie uda, ja musiałam próbować kilka razy. Moje wspomnienia były najwidoczniej… za słabe – powiedziała z irytacją, kładąc szczególny nacisk na ostatnie słowa.
Narcyza zniecierpliwiła się lekko.
- Mogę już zaczynać?
Siostra uśmiechnęła się do niej z przekąsem.
- Czyżby ktoś ci bronił, Cyziu?
Ale pani Malfoy jej nie odpowiedziała. Z niemałym zdziwieniem wpatrywała się właśnie w srebrnego lisa skaczącego wesoło po pokoju.
- Cyziu? – spytała cicho Bellatrix.
- Tak?
- Powiesz mi, o czym… pomyślałaś?
- O narodzinach Dracona. A Ty?
Ale Bellatrix nie musiała odpowiadać, Narcyza wyczytała to w jej oczach. Krzyknęła cicho.
- Bello… Bello, kochanie, pomyślałaś… Pomyślałaś o Tamtym Dniu, prawda?
Bellatrix powoli skinęła głową.
- Bello, jesteś tam?
- Już otwieram – mruknęła, a po chwili drzwi odsunęły się, wpuszczając kobietę do środka.
- Bello, tak się cieszę, że cię widzę. Czy…
- Umiem – przerwała jej Bellatrix, po czym zamknęła drzwi z głuchym trzaskiem.
Oczy Narcyzy rozszerzyły się ze zdumienia.
- Jak…?
- Mam swoje sposoby. – Uśmiechnęła się Śmierciożerczyni, a potem dodała, udając obrażony ton: - Doprawdy, Cyziu, trochę wiary w starszą siostrę.
- Oj daj spokój, przecież wiedziałam, że ci się uda. Byłam tego absolutnie pewna, wiesz przecież. A więc…?
- Musisz pomyśleć o czymś szczęśliwym.
- I już?
- Już. Tylko uważaj, to musi być bardzo silne wspomnienie… Zobacz. Expecto patronum – szepnęła, a z jej różdżki wysunął się leniwie srebrny wąż. – Ale nie martw się, jak ci się nie uda, ja musiałam próbować kilka razy. Moje wspomnienia były najwidoczniej… za słabe – powiedziała z irytacją, kładąc szczególny nacisk na ostatnie słowa.
Narcyza zniecierpliwiła się lekko.
- Mogę już zaczynać?
Siostra uśmiechnęła się do niej z przekąsem.
- Czyżby ktoś ci bronił, Cyziu?
Ale pani Malfoy jej nie odpowiedziała. Z niemałym zdziwieniem wpatrywała się właśnie w srebrnego lisa skaczącego wesoło po pokoju.
- Cyziu? – spytała cicho Bellatrix.
- Tak?
- Powiesz mi, o czym… pomyślałaś?
- O narodzinach Dracona. A Ty?
Ale Bellatrix nie musiała odpowiadać, Narcyza wyczytała to w jej oczach. Krzyknęła cicho.
- Bello… Bello, kochanie, pomyślałaś… Pomyślałaś o Tamtym Dniu, prawda?
Bellatrix powoli skinęła głową.
________________
Rozdział dedykuję Marii, której pomoc w polecaniu mojego bloga była nieoceniona. Jeszcze raz baaaardzo Ci dziękuję :3
W środę wyjeżdżam na upragnione wakacje, i nie będzie mnie przez dwa tygodnie. Postanowiłam, że posty będą dodawane W MIARĘ regularnie – co poniedziałek, może częściej. Daję sobie tydzień na napisanie i dopracowanie rozdziału, a jeśli nie zdążę, to na pewno Was o tym poinformuję :>
Chyba to będzie już wszystko. Czytasz? Skomentuj, zagłosuj! Fajnie by było znać szczere opinie o moim stylu pisania. Konstruktywna krytyka naturalnie mile widziana, a jakże!
Zapomniałabym! Natępny rozdział strasznie mi się podoba i to będzie takie typowe Bellamort, więc trzymam kciuki że i Wy go pokochacie :3
Chyba to będzie już wszystko. Czytasz? Skomentuj, zagłosuj! Fajnie by było znać szczere opinie o moim stylu pisania. Konstruktywna krytyka naturalnie mile widziana, a jakże!
Zapomniałabym! Natępny rozdział strasznie mi się podoba i to będzie takie typowe Bellamort, więc trzymam kciuki że i Wy go pokochacie :3
Kolejny rozdział strasznie mi się podobał. :>
OdpowiedzUsuńCzekam na następne z niecierpliwością!
jeżeli uda mi się napisać przed wyjazdem jeszcze jeden rozdział - to trójkę obyublikuję pojutrze, jeśli nie - w przyszły poniedziałek :>
UsuńNie no....rozdziały jeden lepszy od drugiego !! Szkoda,ze tak długo bedzie trzeba czekac ale wiem,ze napisanie zajmuje dużo czasu gdyż sama tez napisałam całe opowiadanie :) Naprawde trzymam kciuki i czekam ;p :*
OdpowiedzUsuńdziękuję :)
Usuńnapisanie zajmuje dużo czasu, to po pierwsze, a po drugie patrzę też na rok szkolny w którym będę miała na pewno dużo pracy :P
a i wena czasem nie dopisuje :C
hm, czyżby o mnie mowa w dedykacji? :)
OdpowiedzUsuńjeśli tak, to bardzo, bardzo dziękuję :D
notka strasznie mi się podobała, idealna długość, styl. czytając wypowiedzi Voldemorta słyszałam jego głos i ten szyderczy śmiech :D jesteś świetna, bezapelacyjnie :)
// hermiones-diary
świetne, naprawde, bardzo realistyczne, prywające.
OdpowiedzUsuńWciąga jak świetny film, czekam z niecierpliwością ! ♥